poniedziałek, 12 czerwca 2017

Ani Kuba ani Bremen lecz do końca życia Gdańsk

Ani Kuba

Ani Bremen

Lecz do końca życia

Gdańsk

Mógłbym wyjechać stąd
Dokądkolwiek

Nawet na Kubę

Nawet do Bremen

Ale w tym Gdańsku

W tym jakże już

Moim Gdańsku

Tu co dzień wszystko

Jest takie pewne



Nawet 
W urzędzie

Zanim Cokolwiek

Załatwią

Człowiek
Nie może już

Spać nad ranem


Głowi się tylko

I głowi

I głowi

Jak może podejść

Ten sztab z urzędu

Żeby nie było znów

Przechlapane



Bo czego jak czego

To w Gdańsku dosyć

Nawet gdy widzisz

Uśmiech serdeczny

To nade wszystko

Jest w Gdańsku dosyć

Do owijania

Wszystkich spraw naszych

W te coraz grubsze

Bele bawełny



I to nieważne

Jaki jest urząd

Prokuratura

Sąd czy Policja

Czy Urząd Miejski
Sztab Prezydenta

By wyrolować

By zrobić w trąbę

Codziennie nowy

Scenariusz

Z miejsca



I gdybym nawet

Był już na Kubie

Był już w Madrycie

Albo w Londynie

Byłbym już inny

Eugeniusz Lorek

Rozleniwiony

I zniewieściały

A tutaj w Gdańsku

To co dzień we mnie

Jest werwy tyle

Bo ja tu w Gdańsku

I to już jakże

Moim Kochanym Gdańsku

To z kimś codziennie

Na wojnę idę

Bo tutaj piszą wciąż 
Na Berdyczów
Od lat moja ulica
To przecież
Targ Rybny 
Lecz dla urzędu to
Obojętne
Piszą więc do mnie
I na Targ Drzewny
Bo tu nie adres 
Obywatela
Ale tu przecież
Targ najważniejszy



Bo konserwator

Zarówno miejski

I wojewódzki

Zrobił mnie

W trąbę

Kilka lat temu

Odebrał obiekt

Podpisał protokół


I jak z rękawa

Wymyślił nagle

Nie ma dotacji

Bo wnet zmieniły się

Procedury


Nieważny obiekt

Już po remoncie

Bo najważniejsze są teraz

Punkty

A tych co najmniej

Kilka

Brakuje




I sytuacja

Ot bagatelka

I niezbyt miła

I nieco trudna

Kilka milionów

Poszło na remont

Lecz jestem kuty

Na wszystkie cztery

Że mimo wszystko


W moim portfelu

Próżno i darmo

Znikoma

Pustka

A tych szlag trafia

Mimo procedur

Krętych procedur

To i tak przecież

Nie dobili

No nie dobili

Eugeniusza Lorka



Bowiem co moje

Musi być moje

Więc do urzędu

Kolejna droga

I choćby nawet

Lat całe dziesiątki

Żadnej ugody

I dalej wojna



Aż im wyrzucę

Z tych głów zakutych

Ten ich proceder

Niezwykle trudny

Że będą wreszcie

Jasne zasady

A nie jak zawsze

Te przysłowiowe

Kręte rewiry

Ale klarowne

Klarowne zasady

I równie klarowne

Wszystkie procedury



Lat osiemdziesiąt

Siedzi na karku

I choć już czasami

Zatrzęsie się dłoń

Lecz gdy przede mną

Kolejna wojna

Uwierz mi

Ja wnet

Zdrowieję

Ja wnet zdrowieję

Wprost

I znów jest we mnie

I lew i byk i tur i żubr

I już wiadomo

Kimże ja jestem

Eugeniusz Lorek

Porządny Gość



Mógłbym wyjechać stąd

Dokądkolwiek

Nawet na Kubę

Nawet do Bremen



Ale w tym Gdańsku
W tym jakże już

Moim Gdańsku

Tu co dzień wszystko

Jest takie pewne 
Że tylko Schody
Masz ciągle
W górę 
I jakże łamane
I jakże Kręte 


I nic niepewne
Bo  wszystko pewne
Bardziej niż 

Niż na pchlim targu

Że czego w porę

W łapy nie chwycisz

To zaraz szach mach

I zaraz Wszystko

Wszystko przepadnie

A wtedy szybciej

Znajdziesz wiatr w polu

Niż to co jeszcze

Jeszcze przed chwilą

Tak oczywiste było

I tak bardzo jasne

Mimo iż nawet


W prawie zapisane
I nawet stosowne

Były przepisy

Także logiczne

I także

Jasne

Lecz gdybym Nawet

Był już na Kubie

Był już 
W Madrycie

Albo w Londynie

Byłbym już inny

Eugeniusz Lorek

Rozleniwiony

I zniewieściały

A tutaj 
W Gdańsku

To tutaj co dzień

Jest werwy tyle

Bo ja tu 
W Gdańsku

W tym jakże

Moim Kochanym Gdańsku

To z kimś codziennie

Na wojnę idę



Mam więc być Sprawny

I to bardziej Sprawny

Niż na ringu
Niejeden bokser
 

Stanisław J. Zieliński

4.06.2017 R

Ilustracje
Archiwum Internetowe
Stanisław J. Zieliński
Test
Stanisław J. Zieliński